Bogata przez chwilę

Nowy produkt

– proza (format A5, oprawa miękka – mat, wersja klejona, 154 s., grafika na okładce: Juba AI, wybór grafiki: Karol Tyniec, zdjęcie autora: archiwum prywatne, opracowanie, skład, projekt okładki: Krystyna Wajda, druk: PRINT GROUP Sp. z o.o. Szczecin, wydawnictwo: KryWaj Krystyna Wajda, Koszalin 2026, ISBN 9788368534795).

Więcej szczegółów

Ten produkt nie występuje już w magazynie

50,00 zł

Opis

Ilość stron 154
Format 14,8/21
Rodzaj oprawy miękka

Więcej informacji

„Bogata przez chwilę” – kolejna proza Artura Sebastiana Gabriela Wodzińskiego vel Sebastiana Wilskiego, autora z Krosna. Na pierwszych stronach książki znajduje się dedykacja: „Karolowi. Przyjaźń jest bardzo ważna i nie można jej kupić. Przyjaciel to ktoś, na kogo zawsze można liczyć… To osoba, z którą chce się spędzać czas i której można zaufać. Znamy się z Karolem już sporo lat, bo od początku jego pracy jako taksówkarz, i każdemu życzę takiego przyjaciela i osoby, która nigdy nie zawiedzie. Mam nadzieję, że macie taką osobę w swoim życiu!
3majcie się”. Powieść zawarta jest w czternastu rozdziałach określonych jak „Fartowy dzień”. Głównymi bohaterami powieści są: Zosia Kowalik i Marek Dajewski. Jakie są losy głównych bohaterów dowiecie się, gdy sięgniecie po lekturę. Na końcowych stronach czytelnik znajdzie epilog, podziękowania, zakończenie, notkę o autorze i autorskie publikacje. Książka z dedykacją dostępna jest u samego autora.


Fragment:

… Marek Dajewski pojawił się w holu po trzech minutach. Zosia rozpoznała go już z daleka, a kiedy przyjrzała mu się z bliska, stwierdziła, że zdjęcie odebrało mu sporo uroku. Razem z nim przyszedł jakiś blondyn.
– Dzień dobry – rzekł, pokazując urocze dołeczki w policzkach. – Pani Zofia? A więc to pani znalazła moją zgubę?
– Tak – potwierdziła z uśmiechem, prezentując nieskazitelnie białe uzębienie.
Może nie było to zbyt dobre posunięcie, bo zauważyła lekki, wyrażający dezaprobatę grymas twarzy szatyna. Pewnie jej skromny ubiór również nie zrobił na nich dobrego wrażenia.
– Leżał w krzakach nad rzeką – wyjaśniła.
– Byłem tam rano i musiałem zgubić, jak poszedłem się przejść. Później wróciłem, by go poszukać, ale nie odnalazłem. Dziękuję pani.
– Na szczęście ja znalazłam. To znaczy, czarno-biały kot znalazł. Proszę – dodała, podając mu jego własność. – Pan sprawdzi zawartość.
– Najważniejsze są dokumenty, pani Zofio – mówił, zaglądając do przegródek. – Zdążyłem już zablokować karty
i dowód, ale mam nadzieję, że wszystko da się odkręcić. A to dla pani – rzekł, odliczywszy banknoty, które zamierzał jej dać.
– Ależ nie trzeba! – zaprotestowała.
– Naprawdę należy się pani znaleźne – mówił, wciskając jej w rękę plik banknotów.
– Ale to zdecydowanie za dużo, panie Dajewski.
– Jest w sam raz – powiedział stanowczo. – I jeszcze raz dziękuję. Tak jak mówiłem, musiałbym wyrabiać dowód, nowe karty, a pani zaoszczędziła mi wielu kłopotów…