Łowcy komet

Nowy produkt

– poemat (14,8/21, oprawa miękka – połysk, wersja szyta, s. 78, grafiki: AI – autor, zdjęcie autora: archiwum prywatne, projekt okładki: Rafał Figiel, Krystyna Wajda, opracowanie, skład: Krystyna Wajda, druk: PRINT GROUP Sp. z o.o. Szczecin, wydawnictwo: KryWaj Krystyna Wajda, Koszalin 2025, ISBN 9788368534184).

Więcej szczegółów

30,00 zł

Opis

Ilość stron 78
Format 14,8/21
Rodzaj oprawy miękka

Więcej informacji

„Łowcy komet” – powieść poetycka Science Fiction, poemat, teksty epickie pisane wierszem wzbogacone kolorowymi grafikami przygotowanymi przez samego autora za pomocą AI. Autor urodził się w Złotowie, pomieszkuje tu i ówdzie, pisze pod pseudonimem Ralf I. G. V. Greeley. Jako poeta zadebiutował w licealnym konkursie jednego wiersza. Obecna książka to już czwarta pozycja książkowa w literackim dorobku autora. Całość zawarta jest w dziesięciu rozdziałach. Na końcowych stronach Czytelnik znajdzie nietuzinkowe zdjęcie autora i teks o nim samym.


Rozdział I - PLANETARIUM PARYSKIE OBWIESZCZA NOWINĘ (fragment)

O Ty, coś się narodził z ojcowskiego uda,
Boski Dionizosie , niechaj mi się uda
Opisać tę historię, jak tego jest godna.
Niechaj mnie nie skusi ni przywara modna,
By pisać wierszem białym, ni prozy nieszczęście,
Niechaj mnie Twoje wino prowadzi w zamęście
Z bachantek nętnych rojem, Ojcze uczt wszelakich.
Wszak temat tego dzieła jest nie byle jaki:
Bo oto bój z kosmosem człowieczej kruszyny,
Bój podjęty, a jakże, z nieziemskiej przyczyny:
Kometa się pojawił cudny: co godzina
Leciało mu z ogona milion litrów wina!
Lovejoya miano nosił w świecie gwiazd badaczy...
Chciej więc dłużej nie zwlekać, niechaj mnie uraczy
Wesołość Twoja, tudzież spryt niepospolity
– Zaraz losy opiszę amatorów pryty ,
Którzy na ciało owe zastawili wnyki.
Zaszywam się więc teraz przed okiem publiki,
Jak Ciebie zaszył Zeus w głąb swojego uda.
Jak się wszywa esperal …
Krytykanci – buda!

Planetarium Paryskie obwieszcza nowinę...
Taki tytuł prasowy w poranną godzinę
Ruszył kilku ciekawych gazet czytelników.
Najpierw pan żul Mieczysław, Panie Kierowniku
Zwany (od swego hasła, którym o poranku
Witał ciągnących do dom spóźnionych kochanków,
Kiedy mijali śpiesznie już otwartą Żabkę),
Drapiąc pięciogroszówką znalezioną zdrapkę,
Zobaczył nowe wieści ze świata przyrody.
Sądząc, że mu się zdaje, łyknął nieco wody
Z płytkiej u stóp kałuży, resztą przemył oczy,
Nieco się przy tym wzdrygnął, cokolwiek zatoczył,
Lecz bystro strzęp gazety dobyty z rynsztoku
Podtykał to prawemu, to lewemu oku,
Jakby chcąc się przekonać, czy to samo widzą...