Obniżka! Coś umarło Zobacz większe

Coś umarło

Nowy produkt

– powieść (12,2/19,5, oprawa miękka – mat, 212 s., wersja klejona, obraz na okładce: Elżbieta Kalińska, opracowanie, skład, projekt okładki: Krystyna Wajda, druk: PRINT GROUP Sp. z o.o. Szczecin, wydawnictwo: KryWaj Krystyna Wajda Koszalin 2020, ISBN 9788366638136)

Więcej szczegółów

22,00 zł

-7,00 zł

29,00 zł

Opis

Ilość stron 212
Format 12,2/19,5
Rodzaj oprawy miękka

Więcej informacji

„Coś umarło” – szósta z kolei powieść Krystyny Wajdy. Akcja powieści w znacznej części osadzona jest w Szczecinie. Pewna jej część wpleciona jest także w urokliwe zakątki austriackich miejscowości położonych u podnóża Alp, w odświętnie udekorowane ulice Warszawy oraz miasto Wrocław.
Fabuła powieści zaczyna się następująco: Jest sobotni ranek. Stanisław – główny bohater i zarazem narrator powieści, leniwie rozpoczyna swój dzień. Nieoczekiwane przyjście kuriera zakłóca mu rytuał picia ulubionej porannej kawy. Kurier wręcza Stanisławowi zaadresowany do niego list. Nadawcą jest kobieta ze Szczecina, której nazwisko nic mu nie mówi. Ku swemu zdziwieniu wewnątrz znajduje drugą kopertę. Rozpoznaje charakter pisma. Jego serce przyśpiesza. Otwiera. Czyta. Po jego policzkach płyną łzy… Powieść do wyboru ma dwa zakończenia.

Fragment:

(...) Matylda zaczęła się budzić. Była przerażona, gdy otworzyła oczy i zobaczyła ciemność. Szybko uświadomiła sobie, gdzie się znajduje i że została skrępowana. Próbowała się ruszyć, jednak była tak ciasno oplątana szeroką taśmą, że jej próby spełzły na niczym. Zdając sobie sprawę z beznadziejności sytuacji, intensywnie rozmyślała o okolicznościach, w jakich się znalazła. Nie potrafiła odgadnąć pobudek postępowania Adama. W kontaktach z nimi swoim zachowaniem nie zdradzał żadnych nieprawidłowości. Wprost przeciwnie, był wręcz miły, towarzyski, z poczuciem humoru. Tylko te jego oczy… Oczy, które kogoś jej przypominały. Jednak nie potrafiła przypomnieć sobie kogo. Samochód jechał po jakiejś łatanej drodze raz po raz zaliczając mniejszą czy większą dziurę. Nagle skręcił w lewo i przez krótki czas jechał po nieutwardzonej nawierzchni. W końcu się zatrzymał. Na zewnątrz dało się słyszeć ujadanie psów. Przez jakiś czas nic się nie działo. Matylda znieruchomiała z przerażenia. Leżała i czekała na ciąg dalszy. (...)